O poezji Michała Piętniewicza
Maliny i sutanny
W obu utworach Michała Piętniewicza można dostrzec zmaganie z dwoma żywiołami: chrześcijaństwem oraz pragnieniem spełnienia miłosno-erotycznego. Dobitnie widać to w wierszu Testament, gdzie podmiot liryczny – który można utożsamiać z samym autorem – tuż przed wyrażeniem pewnej nieobyczajnej fantazji pisze o swym zwątpieniu w katolickie nauczanie o życiu po śmierci: „ Tak cierpliwie wierzyliśmy w zaświat / dopóki nie okazało się że to lipa / dlatego został nam napar z herbaty i parę / malin skradzionych z ogrodu sąsiada”. Warto zwrócić uwagę na grę słów związaną ze znaczeniem wyrazu „lipa”: katolicka nagroda okazała się (przynajmniej w chwili, gdy podmiot wyraża swoje myśli) „lipą”, czyli oszustwem, dlatego zostają nam przyziemne przyjemności, takie jak napar z lipy właśnie – do którego w tym układzie można już bez wyrzutów sumienia nakraść malin. Zostaje też coś mniej sielankowego – pulsujący mieszaniną dobra i zła (taką, w której wbrew Kościołowi można wyciągać dobro nawet z czynów „wewnętrznie złych”) świat baru, w którym można bezwstydnie – językiem dojrzewającego chłopca – wołać do kobiet. Jednak chwilę później we fragmencie „choć wytrwale kocham i nie podskoczy / mi nikt to tęsknię za srebrnymi sutannami / schowanymi w lodówce przed łotrem” podmiot wyraża tęsknotę za zdobieniami zapowiadającymi istnieje raju, a ogólnie rzecz biorąc: za światem kościelno-duchowym. Wbrew częstemu dziś zwyczajowi, świat ten nie jest podzielony na „dobrego Boga” i „złą instytucję”. Dlaczego sutanny są ukryte w lodówce, choć jednocześnie autor zdaje się traktować świat kościelno-duchowy jak dom, do którego się wraca? Ta wieloznaczna metafora lodówki jest mocnym punktem wiersza. Być może podmiot nawiązuje tu do nieprzyjęcia go do stanu kapłańskiego. A być może do chłodu i siermiężności instytucji, która często zdaje się być otwarta tylko na tych doskonale spełniających jej/Boże (?) wymagania moralne i zapomina o tym, że również ambiwalentny „łotr” został zbawiony przez Jezusa. A może ukrycie świata kościelnego za drzwiami lodówki oznacza, że łaska wiary bądź też doświadczenie religijnego oświecenia, bliskości Boga, są dane tylko nielicznym – którzy w konsekwencji mogą właśnie… zachowywać się wobec pozostałych chłodno, jak „ludzie z lodówki”.
Jednak również wiersz Moje Siostry – choć w mniej oczywisty sposób – wyraża zmaganie nie tylko z pragnieniem miłości, lecz także z chrześcijaństwem. Utwór zaskakuje czytelnika tym, że tytułowe „siostry” nie nawiązują do historii rodzinnych, lecz do czegoś w rodzaju „braterstwa i siostrzeństwa w Chrystusie”. Z jednej strony zatem nominalnie kobiety są nie tylko „koleżankami”, ale też „siostrami” mężczyzny-chrześcijanina, z drugiej strony – nie zmienia to faktu, że mogą być dla niego niedostępne pod względem miłości romantycznej (znaczące jest wymienienie symboli chrześcijańskich we fragmencie: „Siostry moje czemu jesteście dla mnie tak okrutne? / Czy nie przynoszę Wam codziennie światła chleba i wina?”). Kontrast między ciepłym określeniem „siostra” a tym niespełnieniem potęguje dramat pragnącego miłości podmiotu lirycznego. Podmiot pisze nie tylko o obojętności konkretnych dziewcząt (tu: Amandy i Wiktorii): utwór Piętniewicza przekształca się w mocne, dobitne dzięki prostemu językowi oskarżenie całego rodu kobiecego: „Dlaczego wciąż idziecie w odwrotnym kierunku? / Dlaczego ja nie mogę położyć się z Wami?”. Fragment „przed stworzeniem świata / myślałem o tym jak bardzo / kocham Wiktorię” każe wyobrażać sobie oburzenie księży, gdy określenia z teologii katolickiej zastosujemy do opisów miłości romantycznej, choć przecież – podobnie jak w przypadku wzmianek różnych katolików o prymacie sumienia – nie powinno w tym być nic gorszącego.
Chwile niepowodzeń zarówno w życiu miłosnym, jak i zwątpienia w Boga prowadzą podmiot do myśli o własnym kresie: „Amando Wiktorio dzisiaj kawa w której utopiłem się była wyjątkowo smaczna”. Jednak niczym w ostatniej, dodatkowej zwrotce piosenki Gloomy Sunday (obecnej w interpretacjach m.in. Billie Holiday i Björk) samobójstwo okazuje się na szczęście tylko snem, opcją wyobrażoną, metaforą momentu „dołu”: „W domu postrzeliłem się specjalnie w ramię / krwi było dużo ale potem obudziłem się / zdrowy i zagrałem o wszystko”. To dobrze, bo po wyjściu z dołu autor może pisać kolejne wiersze – również te szczegółowo opisujące (w przeciwieństwie do postaci takich jak Amanda i Wiktoria) te osoby, które są bliskie Piętniewiczowi w innych kontekstach. Można tu wymienić choćby zawarte w tomie Obiecane miejsce [Sopot 2018] utwory Rozmowa z Kubą, Pani Srokowa, Do Bogusława, Pani Lusia.
Anna Czepiel
Anna Czepiel – autorka książek filozoficznych Szczęśliwy człowiek kontra dobry obywatel? (2018) i Ontologia symetryzmu (2021) oraz tomu poetyckiego Płochliwa samowiedza kaczuszki (2019).